Szanowni Państwo,
mam zaszczyt poinformować, że na stronie http://maestro.net.pl w dziale „książki” znajduje się pierwszy rozdział mojej pracy poświęconej kastratom.
Kolejne będą się ukazywały mniej więcej w tygodniowych odstępach.
Dzięki możliwości umieszczenia sporej ilości grafiki moja praca, wcześniej publikowana pod nazwą „Rozważania o śpiewie kastratów”, znalazła godne dopełnienie.
Jestem niezmiernie ciekaw Państwa reakcji, dla tego też z wdzięcznością i zniecierpliwieniem oczekuję na recenzje, sugestie, informacje, spostrzeżenia… które można przesyłać na adres tomasz@raczkiewicz.com
Aby od razu przejść do publikacji kliknij na ten link: http://maestro.net.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=132&Itemid=129
Pamięci Carlo Broschi
Non omnis moriar
Kiedy po raz kolejny sięgam pamięcią do występów trzech wielkich tenorów, a przed oczami plączą mi się obrazy rozentuzjazmowanego tłumu ich wielbicieli, wtedy próbuję sobie wyobrazić XVIII wieczną publiczność stającą „oko w oko” z „boskim Farinellim”. O tym niemal już zapomnianym śpiewaku krążyły legendy, a jego pojawienie się, w każdym miejscu wywoływało prawdziwą euforię graniczącą z histerią. Dziś, w przededniu trzechsetnej rocznicy urodzin artysty warto pokusić się o próbę przypomnienia złożonego na ołtarzu sztuki człowieka, który za sprawą odzierającej go z męskości ofiary, dał światu dar szczególny i niepowtarzalny – łabędzi śpiew kastrata.
Carlo Maria Michelangelo Nicola Broschi przyszedł na świat 24 stycznia 1705 roku w Andrii, dużej wsi leżącej w prowincji Bari. Jego rodzice, Salvatore Broschi i Catarina Baresse należeli do niezbyt bogatej, drobnej szlachty wywodzącej się z urzędników. Życie małego Carla w niczym nie przypominało nędznej egzystencji wielu spośród jego rówieśników. Ojciec, dzięki godności gubernatora miasta Maratea zapewniał najbliższym odpowiednie warunki bytowe i pozycję społeczną. Farinelli był niezwykle rzadkim przypadkiem kastrata pochodzącego z rodziny o uprzywilejowanym statusie (Salvatore, jako urzędnik królewski zadbał, aby jego syn przyjął chrzest z rąk protonotariusza Stolicy Apostolskiej Giuseppe Damianiego, a przez pozyskanie na ojca chrzestnego hrabiego Fabrizio Caraffy zapewnił swej latorośli protekcję jednego z najbardziej wpływowych ludzi). Tak więc w jego przypadku to nie bieda, lecz niezwykłe zdolności wokalne i miłość Broschich, jaką pałali do muzyki zadecydowały o poddaniu dziewięcioletniego chłopca zabiegowi kastracji, mającej na celu zachowanie jego niezwykłego głosu przed skutkami nieuchronnej mutacji.
Dzięki stosunkom ojca ze środowiskiem muzycznym Neapolu Carlo rozpoczął naukę u Nicolò Porpory - jednego z największych nauczycieli swej epoki, przy uprzednim przyjęciu go pod opiekuńcze skrzydła wpływowej rodziny urzędniczej Farina. W ten sposób zaoszczędzona mu została poniewierka życia w konserwatorium, a nieograniczony kontakt z maestro mającym w gronie swoich uczniów tak znakomite nazwiska jak Antonio Uberti zw. Porporino, czy Gaetano Maiorano zw. Caffarelli zapewnił wokalną edukację na najwyższym poziomie. W ciągu pięciu lat żmudnych ćwiczeń, Carlo Broschi stał się swoistą „maszyną do śpiewania”, a jego wytrenowana do granic absurdu krtań w połączeniu z niewiarygodnie długim oddechem pozwalały mu na realizację najbardziej karkołomnych ozdobników i niekończących się koloratur robiących na słuchaczach piorunujące wrażenie (publiczność omdlewała z zachwytu słysząc wyśpiewywane przez niego pasaże złożone ze stu pięćdziesięciu nut wykonywane na jednej sylabie i jednym, trwającym nieraz minutę oddechu).
Farinelli zadebiutował 1 października 1720 roku, mając zaledwie piętnaście lat. Wystąpił w skomponowanej przez Porporę serenadzie Angelica e Medoro, którą zapobiegliwy maestro zadedykował obchodzącemu urodziny cesarzowi Austrii. Tekst wyszedł spod pióra największego librecisty XVIII w., rzymskiego poety Pietro Trapasso zw. Metastasio, dla którego również był to absolutny twórczy początek. Spotkanie tych dwóch wybitnych osobowości przerodziło się w gorliwą i dozgonną przyjaźń, a obaj panowie do końca życia nazywali się nawzajem „bliźniakami”. Pierwsze zachowane świadectwo z tego okresu najdobitniej obrazuje wrażenie, jakie wywierał Broschi na swoich słuchaczach: „Ze wszystkich żyjących dziś śpiewaków – pisze niemiecki podróżnik Keyssler – nie można wymienić ani jednego, który talentem śpiewaczym i pięknem głosu mógłby rywalizować z Farinellim. Pokonuje z równą łatwością zakres dwudziestu trzech nut (prawie trzy oktawy) i nikt nie pamięta, by kiedykolwiek słyszał coś, co dałoby się z tym porównać. Ludzie są przekonani, że pozostaje on pod szczególną opieką Matki Boskiej, którą jego matka otaczała nadzwyczajną czcią”.
Udany debiut operowy Carla zapoczątkował dwunastoletni okres występów na największych scenach operowych Włoch. Owacyjnie przyjmowany i oklaskiwany przez publiczność Rzymu, Neapolu, Wenecji, Werony, Parmy, Mediolanu, Piacenzy, Vicenzy, Ferrary, Fano, Lukce, Florencji, niemal natychmiast stał się żywą legendą i obiektem uwielbienia. Wielki rozgłos przyniósł mu słynny pojedynek, jaki stoczył w 1722 r. przed rzymską publicznością z pewnym wirtuozem trąbki. Relacje o tym wydarzeniu pozostawił nam angielski muzykolog Charles Burney: „Najpierw każdy z nich z osobna pociągnął dźwięk, demonstrując siłę płuc i starając się pokonać drugiego w błyskotliwości i mocy; mieli do wykonania wspólnie crescendo i tryl, który trzymali tak długo, że obaj sprawiali wrażenie wyczerpanych; i w samej rzeczy, instrumentalista zatrzymał się utraciwszy oddech, przekonany, że jego przeciwnik jest równie zmęczony jak on i że wynik pojedynku będzie remisowy, podczas gdy uśmiechnięty Farinelli demonstrując, że przez cały czas tylko się z nim bawił, nagle wystartował na tym samym oddechu ze zdwojoną energią i nie tylko wzmocnił dynamikę i rozwibrował nutę, lecz także dokonał niezwykle szybkich i trudnych podziałów rytmicznych, które dopiero owacje były w stanie przerwać”.
Kolejną okazją do udowodnienia swoich umiejętności i ugruntowania pozycji zawodowej był boloński występ Carla w La fedeltà coronata, ossia l’Antigona Orlandiniego latem 1727 r., podczas którego dane mu było zmierzyć się z wybitnym kastratem Antoniem Marią Bernacchim – uczniem innego, równie znakomitego kastrata i pedagoga Francesca Antonia Pistocchiego. Te artystyczne zmagania pomiędzy dwoma wielkimi śpiewakami ściągnęły do teatru Malvezzi tłumy rządne sensacji i produkcji najwyższej próby. „W trosce o to, by wypaść jak najlepiej, Farinelli, który śpiewa pierwszą arię, ma zamiar od razu zaprezentować cały swój kunszt: tryle, ozdobniki wstępujące i zstępujące, gruppetti, sztuczki zręcznościowe, obniżenia... zapierają dech w piersiach najbardziej krytycznemu widzowi. Teraz Bernacchi. Ku bezgranicznemu zdumieniu zebranych podejmuje wszystkie ozdobniki swego poprzednika, dokładnie je naśladuje, dorzucając jeszcze kilka innych według własnego uznania, zanim zakończy początkową melodię w całej jej prostocie i słodyczy. Widzowie są bliscy omdlenia. W dwóch ariach usłyszeli wszystko to, co najwznioślejszego wnosi sztuka kastratów w dziedzinę wirtuozerii i belcanta”.
Podczas występu obecny był comitato impresariale teatru Malvezzi – hrabia Sicinio Pepoli, człowiek, który odegrał w życiu Farinellego kluczową rolę jako najbliższy przyjaciel, powiernik tajemnic, doradca artystyczny i finansowy. Z zachowanej korespondencji wynika wyraźnie, że Carlo przeniósł na hrabiego niespełnione uczucia synowskie, wypełniając w ten sposób dotkliwą pustkę po stracie ojca (Salvatore zmarł w listopadzie 1717 r., osierocając dwunastoletniego chłopca, który do końca życia szukać będzie kogoś, kto mógłby mu go zastąpić).
W 1728 roku dwaj bracia Broschi po raz pierwszy spotkali się na niwie artystycznej. Carlo wystąpił w Rzymie w skomponowanej przez Riccarda operze L’Isola d'Alcina. Trwająca aż po okres londyński współpraca obu artystów, zaowocowała szeregiem wspaniałych partii, w których Riccardo po mistrzowsku wyeksponował wszelkie atrybuty i walory głosowe Farinellego, dając mu w ten sposób możliwość zaprezentowania pełni swego wyjątkowego talentu. „Od najmłodszych lat potrafił dostrzec najdrobniejsze postępy głosu brata, który wciąż rozwija się i wzbogaca, przesuwając coraz dalej granice wirtuozerii. W słynnej arii Qual guerrier in campo armato (Ten wojownik na polu bitwy) charakterystyczne są długie serie tryli, interwały decymy i pasaże przechodzące kontrastowo od rejestrów wysokich do niskich (od g do c3), zdolne doskonale oddać zamęt pola bitwy”.
Wiosną 1732 r. Carlo Broschi przybył na dwór wiedeński. Szanowany, obsypywany zaszczytami, pieniędzmi i kosztownymi prezentami, znalazł wśród zamiłowanej muzycznie rodziny cesarskiej namiastkę domu. Jako częsty gość w pałacu „czuje ze strony monarchów austriackich zaufanie i szacunek, jakże odmienne od wyższości demonstrowanej przez drobną, prowincjonalną szlachtę”. Podczas jednej z takich wizyt Karol VI, wyrażając podziw dla wirtuozerii śpiewaka, zwrócił się do niego: „Jest pan powolniejszy od najpowolniejszych i szybszy od najszybszych. Pozostałe pańskie zalety również przewyższają wszystko, czego można by się spodziewać... Czas pomyśleć o tym, by wykorzystując w pełni wrodzone dary, którymi tak hojnie obdarzyła pana natura, podobać się słuchaczom. W tym celu powinien pan stawiać kroki człowieka, a nie olbrzyma. Niech pan zastosuje prostsze i spokojniejsze środki, a wówczas podbije pan serca”.
Carlo dobrze zapamiętał lekcję udzieloną mu przez cesarza. Ta na pozór mało istotna uwaga zakiełkowała i wydała plony w postaci nowego stylu w śpiewie, gdzie środek ciężkości został przesunięty z mechanicznego, „bezdusznego” fonowania w kierunku prostoty i pogłębionej interpretacji.
W dowód najwyższego uznania 10 czerwca 1732 r. Farinelli otrzymał z rąk Karola VI honorowy tytuł „Hof und Kammer Musicus”. „To wielkie wyróżnienie przynosi mu nie tylko srebrny serwis do czekolady, paryską szkatułkę ze złota, bardzo ciężką, złotą szkatułę angielską, złoty zegarek, również angielski itp., lecz także jak się sam wyraził „górę złota”. Na początku lata 1732 roku Carlo opuścił ukochany Wiedeń, powrócił do rodzinnej Italii i rzucił się w wir kolejnych przedstawień. Zmęczony ciągłymi podróżami postanowił na stałe osiąść w Bolonii. Co prawda nie planował na razie wycofania z czynnego życia artystycznego, chciał jednak zabezpieczyć sobie spokojną starość. W tym celu wystąpił o zmianę obywatelstwa, a zarobione pieniądze za sprawą hrabiego Pepoli zainwestował w zakup ziemi położonej za Porta delle Lame, na której wiele lat później stanie mały dwór – miejsce ostatniego pobytu słynnego kastrata.
W 1734 roku śpiewak otrzymał od lorda Essex’a, ambasadora Anglii w Turynie propozycję przyjazdu do Londynu, gdzie miał wesprzeć tworzoną przez księcia Walii The Opera of the Nobility. Farinelli podpisał stosowny kontrakt, którego podstawę stanowiło 1500 gwinei rocznie oraz jeden wieczór na swój benefis i po czternastoletnim okresie występów przed włoską publicznością przez Lukkę i Turyn udał się do stolicy Imperium Brytyjskiego. Italia, będąca jego ojczyzną już nigdy nie usłyszała śpiewu tego wielkiego kastrata.
Carlo zszedł ze statku w londyńskim porcie jesienią 1734 roku. W liście z dnia 30 listopada do hrabiego Pepoli tak wspomina swój przyjazd: „Po wyczerpującej podróży dotarłem wreszcie zdrowy i cały do Londynu, chociaż zdawało mi się, że nigdy nie ujrzę tej wyspy z powodu straszliwej przeprawy, jaką musiałem znieść, ale sądzę, że dzięki Niebiosom mogę w każdym razie powiedzieć: Te Deum Laudamus”.
Pierwszy publiczny występ Farinellego w Londynie odbył się 29 października 1734 roku w King’s Theatre, a świadkami jego sukcesu była cała rodzina królewska o czym donosił „Universal Spectator” z dnia 2 listopada: „Tego wieczoru cała rodzina królewska była w Operze w Haymarket, gdzie signor Farinelli po raz pierwszy występował publicznie przy niespotykanych owacjach. Teatr był przepełniony”.
Śpiewak na swój londyński debiut wybrał Artaserse, operę zaprzyjaźnionego z nim Johanna Adolfa Hassego, którą wystawiono w formie pasticcio dołączając do już istniejących najpiękniejsze arie innych kompozytorów. Farinellemu z dwudziestu dziewięciu popisów przypadło w udziale dziesięć arii i jeden duet. Była to trzecia część całej partytury zawierającej sześć dużych ról! Wtedy też Carlo po raz pierwszy zaśpiewał słynną arię Sol qual nave ch’agitata będącą kompozycją jego brata Riccarda.
Publiczność szalała z zachwytu słysząc trwające niemal minutę, perfekcyjnie wykonane messa di voce, rozpoczynające partię na pierwszej sylabie słowa nave. Istnieje wiele pełnych podziwu relacji zwracających szczególną uwagę na jego fenomenalne uzdolnienie w tym kierunku. Mancini w swoim Pensieri e riflessioni pratiche sopra il canto figurato stwierdził wręcz, że „sztuka zatrzymania i podjęcia oddechu z taką dyskrecją i zręcznością, że nikt jej nie zauważa, narodziła się i zmarła wraz z nim”.
Artaserse grane było przez kolejnych jedenaście wieczorów, a w sumie w czasie całego pobytu Farinellego w Londynie operę wykonano czterdzieści razy, co w owym czasie należało do rzadkości. Podczas jednego z takich występów „pewna dama omdlewając miała krzyknąć ze swej loży: „One God, one Farinelli!”.
Bardzo zabawnym przykładem uwielbienia, jakim darzyły śpiewaka londyńskie damy jest podany do druku w 1735 roku pełen namiętności list jego fanki Catherine Philips mający formę szesnastostronicowej, wierszowanej tyrady:
„O, Ty, który wiesz o każdej myśli i każdym pragnieniu,
Daruj szczerą wiwisekcję mojej duszy.
Przyjmij uprzejmie i czule
Wynurzenia zniewolonego serca:
Serca, które należy tylko do Ciebie...
Nie pozwól, by zazdrosne myśli zmąciły Ci umysł,
By martwili Cię rywale tej nienawistnej płci;
Mężczyźni, odpychający towarzysze życia! Trucizna dla moich oczu,
Odpychający dla mych zmysłów, przerażający dla mego umysłu,
Potwory z twardym zarostem, długowłose szczotki, piły!
Czy stanie się wrażliwa kobieta w ich łapach?
(...)
Podczas gdy twój delikatny podbródek bez zarostu, Twoje różowe policzki,
Przyjemna i melodyjna słodycz gdy mówisz;
Twe oczy, które lśnią jak dwie błyszczące orbity
I przenikają wszystkie serca tek jak moje.
Poza tym, co słowa mogą powiedzieć zmysłom,
Rozsiewasz wokół siebie tysiące uroków.
(...)
Krótko mówiąc, drogi młodzieńcze! Tobie musi się powodzić;
Jakie to ma znaczenie, czy ludzie interesu nie dostają zapłaty,
Czy dzieci są głodne, czy ojcowie i mężowie umierają,
Wszystko jest w porządku, jeśli to cena za Twe dobre zdrowie...”
Nie tylko angielskie damy składały pod adresem Farinellego wyrazy hołdu. Ogólnie szanowany i podziwiany bywał częstym gościem na arystokratycznych salonach. Podczas jednego z takich przyjęć Carlo spotkał Haendla. „Poproszony o zaśpiewanie arii własnej kompozycji Haendel, jak się wydaje bez fałszywej skromności, chętnie spełnia prośbę przy największym kastracie epoki, w dodatku należącym do konkurencyjnego zespołu! Wybiera arię spokojną i poważną; wrażenie jest tak ogromne, że Farinelli, który na tym polu nie obawia się przecież nikogo, odmawia śpiewania po nim, składając tym samym piękny hołd autorowi Rinalda”.
Uznanie, jakim cieszył się śpiewak szczególnie w pierwszym okresie swojego pobytu w Anglii przybierało także wymierne, aczkolwiek bardziej przyziemne formy. Liczni wielbiciele wręcz obsypywali go pieniędzmi i kosztownymi prezentami. Farinelli, który w opinii księdza Conti otrzymał „więcej pieniędzy niż wszyscy uczeni Europy zarobili w ciągu trzech stuleci”, stając się w wieku dwudziestu trzech lat najbogatszym śpiewakiem epoki, dzięki swoim występom w Londynie znacznie powiększył stan posiadania.
W następnych sezonach Farinelli wystąpił w szeregu nowych przedstawień. W lutym 1735 roku wziął udział w premierze Polifemo Porpory, gdzie powierzono mu wykonanie partii Acisa, po czym w maju zaśpiewał cztery przedstawienia Ifigenii in Aulide tegoż kompozytora. W sezonie następnym podziwiano go w Adriano Veraciniego gdzie kreował partię tytułową, 24 stycznia 1736 roku dał się słyszeć w Mitrydatesie Porpory, a w kwietniu można było go zobaczyć w Onorio Campiego.
W maju nad The Opera of the Nobility nadciągnęły czarne chmury. Zmęczony ciągłą walką z Haendlem i zawiedziony słabnącym zainteresowaniem księcia Fryderyka, będącego głównym oparciem trupy, jej szeregi opuścił Porpora zabierając ze sobą do Włoch dwójkę niekwestionowanych idoli, jakimi byli Senesino i Francesca Cuzzoni. Sprowadzony na jego miejsce wenecjanin Pescetti nie był w stanie zahamować powstającego kryzysu i powolnego odwracania się Anglików od opery włoskiej. Moda na opera seria i jej śpiewaków zaczęła z wolna ustępować pola rodzimym przedsięwzięciom, takim jak Opera Żebracza, które dzięki swojej formule posiadały o wiele szerszy kontekst społeczny.
23 listopada 1736 roku The Opera of the Nobility rozpoczęła nowy sezon operą Hassego Siroe, re di Persia z Farinellim w roli tytułowej, ale pogłębiającego się kryzysu nie można już było powstrzymać. Zagrano co prawda jeszcze kilka nowych pozycji, w tym m.in. Merope Ricarda Broschi, jednakże były to już śmiertelne podrygi.
Sezon 1736/1737 okazał się ostatnim zarówno dla zespołu jak i samego Carla Broschi, zmuszonego w ciągu ostatnich dwóch lat nawet „śpiewać przed widownią, która zostawiła w kasie 35 funtów!” Znużony i zniechęcony tą powolną agonią i miernymi utworami, których kazano mu bronić, Farinelli, pod pretekstem niedyspozycji, odmówił grania ostatniego, przewidzianego na 14 lipca przedstawienia i natychmiast przez Paryż wyruszył do Hiszpanii. Jak pisał Burney: „Tak niechlubnie ten wielki śpiewak opuścił angielską scenę, że wydaje się raczej, iż to miasto porzuciło go, a nie odwrotnie”.
Carlo Broschi przybył do Madrytu 7 sierpnia 1737 roku na zaproszenie królowej Hiszpanii Elżbiety Farnese. Śpiewak miał do wypełnienia szalenie istotną i delikatną zarazem misję. Monarchini żywiła nadzieję, że wspaniały głos kastrata wyrwie jej męża Filipa V z szponów trawiącej go melancholii. Wciąż pogarszający się stan zdrowia króla uniemożliwiał mu sprawowanie władzy, a jego zachowanie uprzykrzało życie dworu. „Najgorszy ze wszystkiego – a Farinelli będzie miał z tym do czynienia na co dzień – był spowodowany przez ogarniające króla szaleństwo upadek fizyczny, poczynając od zaniedbywania higieny osobistej, przykrego dla otoczenia, a zwłaszcza dla żony, od której nadal wymagał dzielenia z nim dostojnego łoża. Przez długie dni, tygodnie, a podczas najcięższego kryzysu przez półtora roku bez przerwy król odmawiał mycia się, strzyżenia włosów i zmiany garderoby. Gdy w najtrudniejszych chwilach lekarze zalecali zimną kąpiel, Filip znajdował w sobie dość energii, by im się przeciwstawić, uciekając od wody jak od zarazy”. Pierwsze spotkanie Carla z władcą Hiszpanii miało miejsce 25 sierpnia 1737 roku w pałacu La Granja. Uprzedzony uprzednio o stanie zdrowia monarchy i sytuacji panującej na dworze Farinelli starannie dobrał repertuar. Ukryty w sąsiednim pokoju divo assoluto „najpierw wykonał dwie arie Johanna Adolfa Hassego (Per questo dolce amplesso i Pallido il sole), pochodzące z wystawionej w 1730 roku w Wenecji opery Artaserse; następnie menuet Attilii Ariostiego (Fortunate passate mie pene), który kończył Artaserse; słynną arię z Merope Geminiana Giacomellego, w której Farinelli brylował naśladując nieskończone bogactwo śpiewu słowika (Quell’usignolo che innamarato) i która miała stać się, jak powiadają, ulubioną arią Filipa V; wreszcie brawurową arię swego brata Riccarda Broschi (Sol qual nave ch’agitata), dołączoną w Londynie do Artaserse Hassego, z dopisanymi przez śpiewaka ozdobnikami i kadencjami”.
Występ odniósł zamierzony skutek. Chory ożywił się, wezwał śpiewaka do siebie i poprosił, by ten dalej śpiewał przy królewskim łożu. Odtąd co wieczór przez blisko dziesięć lat niezwykły głos kastrata stanowił antidotum na skołatane nerwy władcy Hiszpanii. Carlo nie musiał długo czekać na monarszą wdzięczność. Minęło zaledwie pięć dni od jego występu, gdy oto otrzymał tytuł Criado Familiar czyniący zeń osobistego śpiewaka rodziny królewskiej:
„Farinelo, pozostaje w mojej służbie w charakterze Criado Familiar, będąc zależnym jedynie ode mnie i od Królowej, mojej najdroższej i ukochanej małżonki, z racji jego szczególnej biegłości i zręczności w śpiewie. Przyznaję mu pensję w wysokości 1500 gwinei angielskich przeliczonych na 1350 reales de vellon rocznie... zaprzężony w dwa muły powóz do jego dyspozycji zarówno w Madrycie, jak i wszędzie, gdzie podąży za mną, i zaprzęg mułów do towarzyszenia podróżom dworu; odpowiednie powozy dla niego, jego rodziny i służby oraz stosowne mieszkanie dla niego i jego rodziny, zarówno w rezydencjach królewskich, jak i we wszelkich miejscach, do których za mną podąży...”
Do wymienionych powyżej profitów rodzina królewska dołączyła wiele cennych prezentów. „Filip, jak cudownie uzdrowiony zwracający się do swego świętego patrona, ofiarował mu jego portret otoczony brylantami, królowa do ładnej sumki pieniędzy dodała złotą szkatułkę z dwoma dużymi diamentami, a infant Ferdynand (następca trony) drugą złotą szkatułkę wraz z zegarkiem, również ze złota i wysadzanym diamentami”.
Farinelli stał się powiernikiem rodziny królewskiej. Dzięki skromności, nienagannym manierom, ujmującemu sposobowi bycia, dyplomacji i wielkiej atencji, jaką darzył swoich możnych chlebodawców zdobył sympatię i silną protekcję monarszej pary. 23 sierpnia 1738 roku pisze do Pepoli: Stwierdzam, że moje położenie wzbudza niejaką zazdrość u wszystkich. Mam prawo wchodzić i wychodzić z apartamentów królewskich nie opowiadając się nikomu i w dodatku, kiedy mi się podoba. Zostałem przyjęty i jestem traktowany jak jedno z ich dzieci”. W 1738 roku Carlo Broschi rozpoczął współpracę z markizem Scottim, poświęcając się bez reszty produkcji przedstawień teatralnych. Pierwszym wspólnym przedsięwzięciem obu panów było wystawione w formie pasticcio Demetrio wg libretta Metastasia z recytatywami Hassego. Od tej pory korzystający ze szczególnej opieki dwóch kolejnych władców (Filipa V i Ferdynanda VI) kastrat stał się głównym organizatorem królewskich widowisk. W tym samym roku Farinelli przystąpił do przebudowy i rozbudowy teatru Coliseo. Dzięki przeprowadzonym pracom budowlanym nowy gmach zyskał dwa dodatkowe piętra, z salą widowiskową mieszczącą sześćdziesiąt cztery loże. Nadzwyczajna aktywność śpiewaka sprawiła, że Madryt mógł się równać z pierwszymi scenami Europy, będąc świadkiem wystawień najwybitniejszych dzieł włoskich, z udziałem niekwestionowanych gwiazd tj. Caffarelli, Vittoria Tesi, Annibalino.
W czasie panowania Ferdynanda VI, monarchy, który oprócz korony odziedziczył po ojcu skłonność do destrukcyjnej melancholii Carlo Broschi stał się jedną z trzech najważniejszych osób w państwie. Nowy król całkowicie uzależniony w życiu prywatnym od towarzystwa kastrata poza złotem i licznymi zaszczytami ofiarował mu pełną swobodę poczynań artystycznych popartą odpowiednio wysokimi subwencjami.
Latem 1747 roku Farinelli rozpoczął przebudowę Teatro de la Ópera del Buen Retiro. Nadzorując przebieg prac budowlanych z niezwykłą pieczołowitością sprawił, że współcześni uważali go za najlepszy w Europie. Przypadający na lata 1747 – 1759 niekwestionowany rozkwit teatr zawdzięczał polityce prowadzonej przez Broschiego. Tew, zdając sobie sprawę, iż podstawą sukcesu przedstawienia są wykonawcy, robił wszystko, by zapewnić im jak najlepsze warunki.
„Śpiewacy, których sprowadził z Włoch, byli na utrzymaniu dyrekcji przez tydzień od chwili przyjazdu (pozostałe sceny Europy zajmowały się nimi tylko przez dwa dni), zarówno jeśli chodzi o mieszkanie, jak i posiłki. Po upływie tego czasu przyznawano im pewna sume na konieczne wydatki. Dostawali porządnie umeblowane mieszkanie i pieniądze na „garderobę”, z uwzględnieniem wydatków, jakich wymagały toalety pań. Bardzo piękna zastawę dawaną każdemu, rozdzielano stosownie do rangi, jaka śpiewak posiadał w operze. Podczas gdy „pierwszej gwieździe” przypadały dwadzieścia cztery półmiski, druga z kolei śpiewaczka i pierwszy śpiewak otrzymywali ich tylko po osiemnaście.
W czasie przedstawień inspicjent musiał pilnować, by przez cały wieczór do dyspozycji śpiewaków były ciepłe lub orzeźwiające napoje. Na czas podróży do Aranjuez dostarczano każdemu z artystów pojazd, aby mogli przewieźć także swoje meble i wszystkie rzeczy osobiste. Ponieważ w celu poruszania się po Madrycie przewidziano jedynie wózek zaprzęgnięty w muły, Farinelli – powołując się na ostrość madryckiej zimy – wyjednał u króla zgodę na to, by każdy śpiewak mógł dostać karetę, jeśli zechce pojechać na niedzielną mszę, odwiedzić przyjaciół lub wybrać się na spacer na Casa del Campo. Farinelli interweniował nawet w dowództwie kawalerii królewskiej prosząc, by „na miłość boską” wszystkie śpiewaczki były jednakowo traktowane, bo obawiał się „burz” i „piorunów”, gdyby jedna z nich dostawała żwawe rumaki, inna zaś parę starych szkap”.
Carlo, sam będąc śpiewakiem, jak nikt inny znał i rozumiał mentalność artystów. Jego dbałość o „kolegów po fachu” nie była zresztą podyktowana tylko i wyłącznie względami stricte pragmatycznymi. Farinelli był człowiekiem obdarzonym wieloma przymiotami, wśród których życzliwość i chęć niesienia pomocy innym wysuwały się na plan pierwszy. Najlepszym tego przykładem była jego reakcja na tragiczne trzęsienie ziemi, które 1 listopada 1755 roku nawiedziło Lizbonę. Ogromny rozkwit opery włoskiej w Portugalii w latach 1752 – 1755 sprawił, że jej stolica stała się miejscem występu największych europejskich gwiazd – głównie kastratów i tenorów, za sprawą obowiązującego na wzór Państwa Kościelnego zakazu występowania kobiet na scenie. Dzięki osobistemu zaangażowaniu króla Józefa I oraz poważnym reformom, przeprowadzonym przez działającego z jego ramienia markiza de Pombal 31 marca 1755 roku z okazji urodzin królowej Marii Any w Lizbonie spotkały się filary europejskiej wokalistyki: tenor Raaff oraz kastraci Caffarelli, Gizziello, Manzuoli, Balbi. Trzęsienie ziemi, które zniszczyło miasto, powodując śmierć czterdziestu tysięcy jego mieszkańców, uczyniło w mgnieniu oka bezrobotnymi wielu artystów. Wielka fala uchodźców, rozlewająca się po Europie dotarła w pierwszej kolejności do Madrytu. Przejęty losem śpiewaków Farinelli, usiłował nieść im pomoc na różne sposoby, zapewniał schronienie, wspierał ich finansowo, szukał nowej pracy. To właśnie dzięki jego protekcji Raaff, Manzuoli i Gizzielo znaleźli w Madrycie bezpieczną przystań.
W sumie na przestrzeni dwunastu lat dyrekcji Farinellego Buen Retiro stało się miejscem prezentacji ok. piętnastu oper i kilku serenad do wykonania których kastrat pozyskał największych śpiewaków epoki. W dowód uznania trzeciego września 1750 roku Carlo Broschi otrzymał z rąk Ferdynanda tytuł Kawalera Orderu Calatrava, będący najwyższą godnością przyznawaną przez władców hiszpańskich.
Farinelli, obok zaangażowania w kierowanie królewskim teatrem realizował wiele innych pasji. Był klasycznym przykładem człowieka o niezwykle szerokich horyzontach. Pisał, komponował, roztaczał opiekę nad zubożałymi artystami, osuszał bagna, hodował konie, wspomagał zabiegi dyplomatyczne wysłanników wiedeńskich, regulował koryto rzeki Tag. Pomimo ogromnych możliwości i posiadanej pozycji na dworze pozostał skromnym, uczynnym i wrażliwym na cudze nieszczęście.
27 sierpnia 1758 roku w Aranjuez umiera Maria Barbara Braganza – ukochana królowa Carla, a w rok później, 9 sierpnia śmierć zabiera Ferdynanda. Farinelli zrozumiał, że czas jego pobytu w Hiszpanii dobiegł końca. Nowy władca Karol III był absolutnym przeciwieństwem swoich poprzedników. Zafascynowany polowaniami nie przejawiał większego zainteresowania sztuką, a tym bardziej operą. „Nie mając żadnego upodobania do śpiewu „kapłonów”, którzy jego zdaniem nadawali się „jedynie do jedzenia”, Karol wezwał Farinellego do Retiro i oświadczył, że wprawdzie nie może zatrzymać go w swojej służbie, ale przyznaje mu dożywotnią pensję. Łaskawość ta zadziwiła otoczenie króla, więc Karol, który odrzucał myśl o odwecie dodał: Czynię to tym chętniej, że Farinelli nigdy nie nadużył wielkoduszności i szczodrobliwości moich poprzedników”. Po dwudziestu trzech latach wiernej służby na hiszpańskim dworze, Carlo został grzecznie, acz stanowczo odprawiony i „zachęcony” do niemal natychmiastowego wyjazdu. Wsiadł na statek w Barcelonie i w obecności przyjaciela Antona Raaffa odpłynął do Włoch.
Carlo osiadł na stałe w Bolonii. Zamieszkał w swoim pałacyku otoczywszy się materialnymi dowodami swej świetności, a jego dom stał się miejscem odwiedzin największych osobistości II połowy XVIII wieku. Pomimo, że był otoczony ludzką życzliwością, szacunkiem, a nawet uwielbieniem, Farinelli z czasem zaczął podupadać na duchu. Zbliżająca się nieuchronnie starość i związane z nią podsumowania dotychczasowych osiągnięć i strat zdawały się poważnie nadwyrężać jego psyche. Człowiek, który tak skutecznie przez ponad dwadzieścia lat walczył z napadami melancholii władców Hiszpanii sam oto stawał się ich ofiarą. Niewiele pomagały nawet listy od Metastasia. Brak wielu ukochanych osób, własnych dzieci, kolejne śmierci najbliższych, czy wreszcie problemy z siostrzeńcem Matteo Pisanim sprawiały, iż Carlo coraz poważniej myślał o śmierci. Przekazana mu wiadomość w liście od Marianny Martinez z dnia 9 maja 1782 roku o zgonie wiernego przyjaciela Metastasia ostatecznie pozbawiła go chęci do dalszej egzystencji. Zmarł 16 września 1782 roku, w wieku siedemdziesięciu siedmiu lat. Spowity w galowy płaszcz zakonu Calatrava został pochowany w kościele Ojców Kapucynów, odprowadzony w swą ostatnią drogę przez tłumy bolończyków.
Carlo Broschi był symbolem swojej epoki. Istnieje wiele entuzjastycznych relacji dotyczących jego kunsztu i wokalnej maestri. Jednym z pierwszych świadectw niezwykłych umiejętności tego artysty jest to, pozostawione przez niemieckiego podróżnika Keysslera:
„Ze wszystkich żyjących dziś śpiewaków nie można wymienić ani jednego, który talentem śpiewaczym i pięknem głosu mógłby rywalizować z Farinellim. Pokonuje z łatwością zakres dwudziestu trzech nut (prawie trzy oktawy) i nikt nie pamięta, by kiedykolwiek słyszał coś, co dałoby się z tym porównać”.
Artega napisał o nim:
„Intonacja pewna i doskonała, nieporównywalna żywość, prostota i elegancja ozdobników, równa doskonałość stylu lekkiego i patetycznego, właściwa gradacja przy śpiewaniu głośniej i ciszej, zależnie od charakteru uczucia".
Według Quantza Broschi był zdolny „pokonać największe interwały z dużą szybkością, łatwością i pewnością”, a Mancini dodaje: „Jego głos był uznany za cud, bowiem tak był doskonały, tak silny, tak dźwięczny i o tak bogatej skali, zarówno w wysokich jak i w niskich partiach rejestru, że równego nie miał w naszych czasach. Ponadto był obdarzony genialną zdolnością tworzenia tak nowych i zadziwiających ozdobników, że nikt nie potrafił mu dorównać”.
Do dnia dzisiejszego zachowało się wiele relacji na temat jego wspaniałego głosu, życzliwości względem innych, szlachetności, czy po prostu zwykłych odruchów dobroci okazywanej pokrzywdzonym przez los. Zadziwiające życie Carla Broschi stanowi chlubny wyjątek na tle biografii innych kastratów nierzadko uwikłanych w skandale obyczajowe, pysznych, nieprzystępnych, rekompensujących swoje kalectwo poprzez niepohamowane używanie życia, nieszczęśników, którzy pod maską pogardy skrywali nabrzmiewający od dzieciństwa kompleks niższości i totalny brak akceptacji. Farinelli przez całe swoje życie był skromnym, ujmującym, szczerym, głęboko wierzącym człowiekiem, i może na tym w tym właśnie polegała jego wielkość i wyjątkowość.
Wszystkie cytaty pochodzą z książki Patricka Barbiera „Farinelli. Prawdziwa historia genialnego kastrata”, którą zainteresowanym gorąco polecam.
Galeria do artykułu na:
http://www.facebook.com/album.php?aid=18795&id=100000473944858&saved#!/album.php?aid=18795&id=100000473944858
Tomasz Raczkiewicz
Ritratto di Carlo Broschi detto Farinello
Carlo Broschi detto Farinelli